Partia Regionów nie może dojść do siebie po porażce, która spotkała ich lidera, prezydenta Janukowycza oraz byłego premiera Mykołę Azarowa, formalnie wciąż szefa partii.

REKLAMA

Udało się w końcu za czwartym razem określić termin zjazdu partii. Odbędzie się on 29 marca w Kijowie. Partia Regionów odcięła się głosem szefa frakcji od nieprawidłowości, korupcji i nepotyzmu prezydenta Janukowycza, ale to odcięcie związane było z olbrzymimi stratami, które partia poniosła. Bardzo wielu polityków po prostu uciekło z życia publicznego. Byli zamieszani w procedury, które zostały potępione. Kilkudziesięciu posłów poparło nowy układ władzy pod przewodnictwem Jaceniuka i mamy do czynienia ze sporym zamieszaniem w partiach, które reprezentują wschód i południe Ukrainy.

Regiony chcą w tej nowej rzeczywistości wystąpić z dwoma merytorycznymi hasłami. Po pierwsze, zamierzają popierać federalizację, co w sposób oczywisty wychodzi naprzeciw postulatom Rosji. Po drugie, chcą przywrócić język rosyjski, jako drugi język urzędowy, z czym, jak można oczekiwać, nie będzie specjalnego problemu, tym bardziej, że uchwała Rady Najwyższej została przez pełniącego obowiązki prezydenta zawetowana.

Do urzędu prezydenckiego z tej formacji aspirują trzy osoby - Wilkul, Tyhipko i Dobkin. Tyhipko najwcześniej zrozumiał to, co się dzieje w jego kraju i opuścił ekipę Janukowycza. Wilkul i Dobkin to byli politycy szczebla regionalnego, obecnie bez funkcji państwowych, ale posiadający duże poparcie społeczne. Charakterystyczne jest to, że żaden z polityków nie żąda powrotu Janukowycza do kraju i do władzy. Nie atakują go bezpośrednio, ale milczą na ten temat. Jest to znamienne, zwłaszcza wobec żądań Rosji, które wypowiadane są od czasu do czasu i zmierzają do tego, aby Janukowycz wrócił i objął stanowisko w Kijowie.

Posłowie Partii Regionów normalnie funkcjonują w Radzie Najwyższej, biorą udział w głosowaniach, przemawiają, zgłaszają poprawki do legislacji, są obecni w Kijowie. To jest bardzo ważna wiadomość z punktu widzenia utrzymania pewnej spójności rządów. Jest opozycja, jest władza, jest szansa na dialog.

Wiemy, że o przyszłości Ukrainy, o jej geograficznym i politycznym kształcie zdecyduję ludzie. Na zlecenie "Echa Moskwy" i portalu rosyjskiego "The New Times" przeprowadzono badania, ilu mieszkańców poszczególnych prowincji ukraińskich jest za integracją z Rosją. Na Krymie było to 41% uprawnionych do głosowania, w Doniecku 33%, w Ługańsku 24%, w Odessie 24%, w Charkowie 15%, w Zaporożu 17%. Te liczby kompromitują politykę Moskwy i dają wielkie szanse aktualnym władzom w Kijowie.

Przy mądrym dialogu, także z tymi, którzy mają wątpliwości, co do nowej władzy, jest szansa, aby przekazać skuteczne argumenty na rzecz integracji terytorialnej Ukrainy i polityki rozwoju, która, miejmy nadzieję, zostanie zaproponowana.