Polska i Turcja obchodzą 600-lecie relacji. Relacji różnych, i dobrych i złych. Jak jednak ćwierkać(*) i świergolić o tych relacjach, kiedy tureckie władze postanowiły ocenzurować Twitter?
Akurat w pytaniu tym nie chodzi o techniczne możliwości, te tureccy internauci szybko wykorzystali, ani o historyczne relacje, a bardziej o dzisiejszy stan Turcji, kraju kandydującego do Unii Europejskiej.
Znajoma zajmująca się PR programu kulturalnego realizowanego w ramach obchodów sześćsetlecia polsko-tureckiej historii, Katarzyna Szacińska, może mi „dać kontakty do Turków, którzy niczym się nie różnią od nas i są wkurzeni tymi decyzjami”. I to jest prawda, a nie PR. Wielu takich spotkałem i jest to największy zgrzyt w moim sprzeciwie wobec członkostwa Turcji w Unii Europejskiej. Turcy o postawach świeckich, liberalnych często, o wiele bardziej niż Europejczycy doceniają wartość świeckości państwa. Z drugiej jednak strony miękka siła (soft power) Unii Europejskiej okazała się chyba zbyt miękka i po otwarciu negocjacji demokratyzacja Turcji wcale nie postąpiła naprzód, a stało się wręcz odwrotnie.
Erdogana, który dwanaście lat temu był nadzieją na powstanie islamskiej demokracji, dzisiaj oskarża się o jej grzebanie i autorytaryzm. Turcja po raz drugi z rzędu przoduje w światowym rankingu uwięzionych dziennikarzy. W ramach walki między frakcjami islamistów (Erdogan kontra Gülen) dokonuje się czystek w resortach siłowych. Skandale korupcyjne raz po raz wstrząsają rządami AKP, a Erdogan w odruchu samoobrony zwalnia prokuratorów prowadzących śledztwa w tych sprawach. Demonstracje przeciwko władzy są brutalnie pacyfikowane.
Jednak Twittera nie udało się zablokować. Krok ten został wyśmiany i nawet w końcu prezydent Turcji Abdullah Gul tweetował mimo zakazów. Sądy jednak w nowym prawodawstwie zyskały możliwości cenzurowania internetu. A media społecznościowe znalazły się na celowniku władzy i w całej grze może nie chodzić o blokowanie tych mediów, lecz o ich ograniczenie. O odsunięcie potencjalnych zwolenników od „złego wpływu”, który mogłyby na nich wywrzeć.
Pomijam celowo pozostałe czynniki, takie jak oskarżanie Turcji o cichą zgodę na bazy terrorystów, czy ryzyko znalezienia się na czarnej liście FATF - organizacji ustalającej standardy przeciwdziałania finansowaniu terroryzmu. I nie bez kozery koncentruję się na internecie, jako na ważnym sygnale dla wolności wypowiedzi i wolności politycznej.
Polskę bardzo często przyrównuje się do Turcji. Według George’a Freedmana ze Stratfor obydwa kraje mają szansę stać się potęgami XXI wieku. Obydwa są konserwatywne i religijne. Obydwa zagrożone od wieków przez Rosję. Jednak to, jak Tusk zareagował na sprzeciw wobec ACTA, a jak Erdogan broni cenzury internetu - to są dwie różne historie. I prawdopodobnie brutalne akcje policji wobec protestujących, takie jak w Turcji, byłyby końcem naszego rządu.
Tymczasem, jak wskazują analizy, mimo tych wszystkich działań AKP nie przegra najbliższych wyborów samorządowych. Ciągle posiada 40% poparcia, na które wpłynęła dotychczasowa stabilna sytuacja gospodarcza (napędzona w dużej mierze łatwym kredytem i młodym społeczeństwem) a skandale korupcyjne i ostre działania resortów siłowych nie są nowością w tym kraju.
Co mi się nie podoba w działaniach Instytutu Adama Mickiewicza, to ocieplanie wizerunku Turcji wśród Polaków. Wymiana artystów, czy niekoniecznie dobra, ale wspólna historia, mogą być dobrym „podkładem” pod ewentualne członkostwo Turcji w UE. Jednak liczą się fakty. To, co opisuję wyżej to tak naprawdę kryteria kopenhaskie, które kraj rozpoczynający negocjacje powinien spełniać. W Turcji, 10 lat po rozpoczęciu negocjacji jest z nimi coraz gorzej.
Jak więc ćwierkać z Turcją? Może nie trzeba wcale „ćwierkać, świstać, kwilić, pitpilitać i pimpilić”. I postąpić tak, jak zrobił to Daniel Olbrychski wobec Rosji - przy całej swej sympatii do języka, do przyjaciół artystów rosyjskich i części Rosjan, zawiesił tam swoje występy.
(*) tweetować - ćwierkać
