10 kwietnia to rocznica wielkiej narodowej tragedii. Dla mnie to także rocznica tragedii osobistej. W katastrofie lotniczej pod Smoleńskiej zginęli moi przyjaciele.
Każdy ma prawo do przeżywania tragedii na własny sposób. Te sposoby są różne, jak różne są nasze charaktery.
Ale sposobu wybranego w ostatnich kilkunastu miesiącach przez Jarosława Kaczyńskiego nie sposób akceptować. Insynuacja goni tu insynuację. Z każdym miesiącem Kaczyński przyjmuje w sprawie Smoleńska język Macierewicza. Najpierw słyszeliśmy o błędnym naprowadzaniu pilotów, teraz mowa o dwóch wybuchach i zamachu.
Wczoraj insynuacje dotyczące zamachu zagościły przy wielu wielkanocnych stołach. Jarosław Kaczyński w rozmowie z redaktorem Rymanowskim mówił wprost o zamachu. Oczywiście niczego nie przesądzał, ale u wielu zasiał ziarenko niepewności a innych tylko utwierdził w ich podejrzeniach.
Za tezą o zamachu nie przemawia nic, poza uprzedzeniami i zamiłowaniem do spiskowej teorii dziejów. Takie postawy zawsze są obecne na politycznym marginesie. Kaczyński wprowadza je do politycznego głównego nurtu.
To bardzo zła wiadomość dla osób, które zginęły w katastrofie pod Smoleńskiem. I to bardzo zła wiadomość dla Polski. Spierajmy się o rzeczy ważne (emerytury, umowy śmieciowe, służba zdrowia). Nie wprowadzajmy sporu tam, gdzie po prostu trzeba pochylić się nad zmarłymi.
