Na Uniwersytecie Warszawskim pracuje 7 tysięcy osób. Instytucja ma roczny budżet przekraczający miliard złotych. Jakie ma osiągnięcia w innowacjach i w wysyłaniu wynalazków na rynek? Więcej niż skromne. W ciągu czterech lat Uniwersytet zdołał udzielić licencji na 1,6 miliona złotych. A miał w tym czasie z cztery miliardy złotych budżetu. To czyni UW nawet mniej skutecznym niż reklama banerowa w internecie. Co jak wiecie, jest naprawdę nisko zawieszoną poprzeczką.

REKLAMA

Minister nauki Lena Kolarska Bobińska napisała dziś do mnie twitta.

Nie jestem jedynym odbiorcą tej wiadomości, więc pozwolę sobie z panią minister polemizować publicznie. Twitt Leny Kolarskiej-Bobińskiej, to ważna wiadomość dla całego środowiska naukowego - dla uczelni i dla Konferencji Rektorów, która robi od wielu miesięcy wszystko, by włożyć kij w szprychy uwłaszczeniu naukowców.

Dla krótkiego przypomnienia: Uwłaszczenie to przekazanie naukowcom praw majątkowych do ich wynalazków. Ma skokowo zwiększyć innowacyjność w Polsce.

Cieszę się ze stanowiska minister nauki. Mam z nim jednak pewien problem. Otóż przeciwnicy uwłaszczenia uważają, że minister jest po ICH, a nie MOJEJ stronie. Zacytuję fragment najnowszego oświadczenia Uniwersytetu Warszawskiego.

Fragment oświadczenia UW

MNiSW rozważa w tej chwili inne rozwiązanie, wspierane także przez KRASP, znacznie rozsądniejsze od oryginalnego „uwłaszczenia naukowców” – mianowicie, że jeżeli uczelnia w określonym czasie nie wykaże chęci komercjalizowania i nie podejmie kroków w tym kierunku, własność wynalazku przechodzi na wynalazcę. CZYTAJ WIĘCEJ

Jasno z tego wynika, że wg rektorów minister jest zwolennikiem uwłaszczenia ale w wersji rektorów, czyli takiej, która uwłaszczeniu ukręca głowę.

Jeżeli tak jest pani minister - to proszę nas tu nie wprowadzać w błąd. Proszę jasno napisać, że jest pani zwolennikiem uwłaszczenia pozornego.

Oświadczenie UW jest istotne. Wreszcie widać w jak fałszywej bańce mydlanej funkcjonują władze wyższych uczelni w Polsce. Władze Uniwersytetu jak niepodległości bronią swoich patentowych przywilejów na wynalazki nie zauważając jednej rzeczy - biją się o prawo do 100% z niczego.

Dlaczego z niczego? Ostatni noblista studiował na Uniwersytecie Warszawskim w 1938. Władze UW chwalą się tym na stronie internetowej. Samo to jest śmieszne. Roczny budżet UW to: jeden miliard sto milionów złotych (1,1 mld). Wiecie ile wynalazków UW skomercjalizował w latach 2010 - 2013 (cztery pełne lata)? Zapytałem o to na UW.

1. UW w tym czasie udzielił 2 licencji na wykorzystanie wynalazku firmom komercyjnym

2. Wartość tych licencji to 1,6 mln zł! Tak, nie ma tu pomyłki. Uniwersytet który ma 7 tysięcy pracowników i w ciągu czterech lat jakieś 4 miliardy budżetu dał licenję na 1,6 mln zł

3. UW ma też sukcesy w sprzedaży technologii :-) W latach 2010 - 2013 odbyły się 4 takie sprzedaże na sumę 500 tysięcy złotych.

Uniwersytet który ma takie wyniki (inne nie są niestety bardziej innowacyjne) nie powinien blokować innowacyjności. A stara się to robić. Widzę to dokładnie tak, jak w tym rysunku:

logo

W oświadczeniu UW jest trochę uwag merytorycznych. Odniosę się do nich.

UW: Patentować będzie się tylko w Polsce, bo nikogo nie będzie stać na to, by zapewnić ochronę za granicą. Czyli wynalazki będą mogły być wdrożone np. w Niemczech czy Czechach, nie przynosząc ani grosza wynalazcom.

Moim zdaniem: (1) Zgodnie z ustawą Centra Transferu Technologii i spółki celowe mają obowiązek wsparcia naukowca w komercjalizacji, także finansowego; (2) Zainteresowany nabyciem technologii inwestor wyłoży odpowiednie środki finansowe; (3) Będzie można uzyskać finansowanie publiczne na patenty

UW: Każdy patent będzie miał wielu właścicieli. Ewentualny nabywca lub licencjobiorca będzie musiał zapewnić sobie zgodę wszystkich, aby podpisać jakąkolwiek umowę, a brak zgody nawet jednego członka zespołu, np. co do wysokości opłaty, zablokuje transakcję. Dotychczas umowę kontrahent podpisywał z uczelnią, zaś obowiązkiem uczelni było rozliczyć się z wynalazcami, którzy mogli dyskutować na temat wysokości wynagrodzenia, ale nie musieli wyrażać jednomyślnej zgody na komercjalizację.

Moim zdaniem: (1) Zalecane jest zawieranie umów o wykonywanie współwłasności, (2) W razie zaistnienia opisanej sytuacji, w skrajnych przypadkach, nie nastąpi blokada transakcji, ale zawieszenie do czasu rozstrzygnięcia sądu.

UW: Pojawią się firmy-naciągacze, odkupujące za minimalne kwoty patenty, których potencjału wynalazcy nie mogą dobrze ocenić. Zjawisko takie można świetnie obserwować w przypadku kancelarii skupujących roszczenia do nieruchomości.

Moim zdaniem: Cóż – zawsze można kupić A6 20.000 taniej niż rzeczywiście kosztuje, to jest wolny rynek i oczywiste jest, że mogą zdarzyć się transakcje niedoszacowane. Na UW takich nie ma, bo …ich poza 5 licencjami w ogóle nie ma…

UW: Większość wynalazków jest wynikiem wieloletnich badań. Pojawią się spory prawne pomiędzy uczelniami a ich pracownikami, w jakim stopniu uczelnie powinny być współwłaścicielami patentów opartych na badaniach prowadzonych przed wejściem w życie nowych rozwiązań (w razie takiego sporu nikt nie kupi patentu jeśli są wątpliwości co do listy osób, którym trzeba zapłacić).

Moim zdaniem: Przepis ustawy wyraźnie mówi o prawach powstałych po wejściu w życie ustawy.

Korzystając z okazji dziękuję za wsparcie jednemu z posłów sejmowej Komisji Nauki. Gdyby nie ta pomoc nieprędko bym się odnalazł w meandrach kwestii finansowania nauki i patentowania wynalazków. Wszystko moim zdaniem jednoznacznie potwierdza moją wczorajszą tezę: Uczelnie i rektorzy zachowują się, jak pies ogrodnika. Same nie są w stanie skomercjalizować wynalazków a mimo to nie chcą na to pozwolić innym.

W tej sprawie czytajcie też wywiad z Markiem Borzestowskim. Będziemy zresztą pisać o sprawie więcej, bo zbliża się głosowanie nad ustawą w Sejmie. A mam głębokie przekonanie, że teraz albo nigdy, jest możliwość pchnąć polską innowacyjność.