„Ze sporym hukiem otworzył Spiżowe Wrota. Przez niego Kościół zaczął nagle przemawiać do całego świata, nie zaś wyłącznie do samego siebie. Nagle okazało się, że ludzie błądzący nie muszą być ludźmi złej woli, a „katolicki” znaczy „powszechny.” To jeden z wielu cytatów, który idealnie pasowałby do papieża Franciszka, lecz nie o nim traktują powyższe słowa - dotyczą Jana XXIII, który wraz z Janem Pawłem II zostanie 27 kwietnia wyniesiony na ołtarze. Gdyby nie został papieżem, najprawdopodobniej pozostałby niezauważony. Pamiętaliby o nim jedynie ci, którzy zetknęli się z nim bezpośrednio. Pamiętałoby rodzinne Sotto il Monte, potem Bergamo i Wenecja.
Mówiono o Janie, że miał odwagę pojąć Ewangelię dosłownie. Nie był wyrafinowanym intelektualistą, ani ideologiem. Nie był zwolennikiem gruntownego przeobrażenia zastanej rzeczywistości, a dokonał rewolucji w życiu Kościoła.
Franciszek, podobnie, jak niegdyś Jan XXIII, zaczął też zmieniać relacje pomiędzy światem i Kościołem. Zarówno jeden, jak i drugi - chociaż żyjący w zupełnie innych warunkach historycznych - znalazł się na tronie piotrowym w okresie przełomu społecznego i politycznego, kryzysu idei.
Dla Franciszka to zmierzenie się z postępem cywilizacyjnym świata, określenie na nowo narracji z wiernymi na całym świecie, stawienie czoła wewnętrznym problemom Watykanu.
