Głupiej Pani po świętach wyjątkowo strasznie nie chciało się prowadzić lekcji...(wydarzyło się to mnie, nie żalę się jednak, acz opisuję ;)

REKLAMA

...więc zrobiła wyliczankę, padło na jedną taką. Mimo, że G.P. uczyła tych gówniarzy już 7 lat nie pamiętała ich imion. Wybrnęła więc w ten sposób: - Ence, pence, raz, dwa, trzy, dziś frajerem jesteś ty. Padła ze śmiechu na podłogę i turlała się w konwulsjach dobre pięć minut. W końcu otrząsnęła się, wyciągnęła lakier do paznokci i wiadomo co zaczęła z nim robić. - No, dawaj, co tam w święta - i zaczęła od prawej ręki. - No, nie powiem, miałam przygodę. W sobotę przygniotłam sobie kciuk samochodem. Drzwiami. Tam przy klamce - większy ścisk jest niż u góry… wyszłam cała z samochodu, został tylko palec. Spuchł jak w bajkach, tak samo pulsował. Brakowało tylko świecenia jak nosy reniferów. - Ojoj, bidulka… (hyhyhyhy) - zarechotała G.P. - Bo przestanę mówić, a wtedy będzie pani musiała z tymi mokrymi pazurami poprowadzić lekcję! - Słuchaj! Bo zaraz!!! Mów dalej… riruriru - śpiewając wróciła do paznokci. - Do szpitala pojechałam po dwóch dniach. Myślałam, że samo przejdzie. Niestety, spuchło jeszcze bardziej i posiniało jeszcze srożej. Pan lekarz wysłał po sweet focię palca, popaczał pod lampkę nocną na biurki i mówi: - No, złamane nie jest… - Siuu… - …chyba, że złamane, ale bez przesunięcia… - Hm… - Pani tam siądzie, zara przebijem. - A czy mogę dostać znieczulenie? - Nie. Jest zastrzyk, ale to bardziej boli. - Jest taki w psikaczu, zewnętrzny, mrożący taki. - Nie znam. Tu polejemy takim płynem odkażającym i będzie. Pani rękę tu położy. - Panie doktorze, tu jest piach, błoto. Pan na tym chce robić? (przede mną nastawiał starszej pani rękę, trzymała w tym miejscu buty, z których dziwię się, że nie wyskoczyła przy takim doktorku) - Weź tu coś połóż - powiedział do pomocy medycznej. Pomoc medyczna położyła dwa kawałki papieru na piach i błoto. - Wie pan co? Ja sobie to sama jednak przebiję. Czy to w ogóle jest konieczne? - No nie. - No to ja dziękuję. - Dobrze. Pani moczy w tym żółtym i połyka te białe. Paracetamol pani zna, apap? - Coś kojarzę… - No, to pani dwie trzy razy dziennie. Zwolnionko pisać? - Nie. Zawinął, pozdrowił i wyprosił. Po trzech godzinach postanowiłam sprawdzić, co jest. Palec był jeszcze większy. Nie ma rady. Trzeba do jakiegoś prywatnego, bez błota na stole. - Dobry. Co tam? - Dobry. Palec, samochód, drzwi, ałałka. - O fuu!!! - No. Byłam przed chwilą w normalnym szpitalu dla normalnych ludzi i pan chciał mi to na brudnym stole robić, w piachu i brudzie. - No nie wiem, może. -powiedział. Już wiedziałam wtedy, że ten tak samo postrzelony jak tamten. - To co robimy? -zapytałam - Przebijamy. Albo zrywamy paznokieć. - Panie lekarzu. Ja nie chcę tortur średniowiecznych. Jak nie trzeba, to ja nie chcę. - Pani. Pani sobie wyjdzie i zdecyduje, co robimy. Miałam biologię w podstawówce, pani nam też czasem coś ciekawego powie o robakach, ale ja miałam zdecydować, co robić z moją chromą ręką i powiedzieć lekarzowi? - Trudno, niech pan rwie. Tutaj, co się działo, opowiadać nie będę. Powiem tylko, że zachlapałam mu fartuszek i gabinet tym, co było w palcu. - Hahahahahaha - padła ze śmiechu G.P. -padam ze śmiechu!! Za to masz u mnie plusa. Hahahahaha. - Proszę pani. To nie jest śmieszne. Tutaj lepiej nie chorować, bo przez pomyłkę mogą rękę do miednicy przyszyć. I tak jest im to obojętne… - Hahahahaha. Już ja go widzę w te czerwone kropki!!!! Ale frajer!!! - Bosz… zwariowała… - Dobra, narka gówniarze!!! Hahahahahahaha!!!!