Moja terapia trójlekowa ciągle trwa, można powiedzieć czym bliżej września, tym czas płynie coraz wolniej. Na początku coś się działo, wizyty mijały szybko, łykało się proszki cały czas, teraz wszystko się dłuży i staje się bardzo monotonne, a wręcz ogranicza.
Coraz cześciej muszę zwracać uwagę na godziny przyjmowania rybawiryny. Dzień się wydłużył i praktycznie codziennie zapominam zabrać ją ze sobą i muszę np. wracać przez całe miasto do domu po tabletki. Nosić ze sobą całego opakowania też nie ma sensu, więc wypadałoby wyrobić sobie skrupulatność taką jak na początku.
Walczę także z chronicznym zmęczeniem. Praktycznie codziennie, po wyjściu z pracy nie mam już ochoty na nic. Kiedyś popołudnia były aktywne, chodziłem nawet na siłownię, basen, teraz przy pięknej pogodzie odchodzi ochota na wszystko. Zdrowy na pierwszy rzut oka facet, dobrze zbudowany nie ma siły wytrwać do wieczora, bez położenia się.
Być może wydłużenie czasu spania pomoże przetrwać dzień normalnie. Uczucie przemęczenia w ciągu dnia odbiera chęci do wszystkiego, od razu staję się bardziej konfliktowy i kłótliwy. Ćwiczenia fizyczne też na razie odstawiłem, skoro wydaje się to śmieszne, ale samo wstanie z łóżka rano jest wyczynem.
Chyba czas pomyśleć o zwolnieniu i odpocząć....
