Nierówności unieszczęśliwiają, niszczą więzi społeczne i wzajemne zaufanie, prowadzą do częstszych chorób i stresów, są zagrożeniem dla demokracji i dobra wspólnego. Społeczeństwa egalitarne są szczęśliwsze, stabilniejsze i bardziej rozwinięte gospodarczo.

REKLAMA

W Polsce niestety rozwarstwienie dochodów należy do najwyższych w Unii Europejskiej. Najbogatsi Polacy zarabiają miliony i ich dochody w szybkim tempie rosną, a tymczasem odsetek biednych pracowników jest coraz wyższy. Jedni pławią się w luksusach, a dochody innych nie starczają na zaspokojenie podstawowych potrzeb. Niestety koszty ostatniego kryzysu ponosili głównie biedni Polacy – dochody najbogatszych nieustannie rosły.

W tej sytuacji proponuję podjąć działania na rzecz zmniejszenia rozwarstwienia dochodowego. Jeżeli najbogatsi Polacy zarabiają miliony, to obowiązkiem władz jest przynajmniej sprawienie, aby żaden pracownik nie był zagrożony ubóstwem. OPZZ już wysunął szereg propozycji mających na celu likwidację najbardziej skandalicznych umów. Stąd postulat minimalnej płacy godzinowej wysokości 11 zł czy zmiana ustawy o zamówieniach publicznych. Zarazem chcielibyśmy, aby ustawowo wprowadzić mechanizmy, uniemożliwiające bezwstydne bogacenie się krezusów kosztem nisko opłacanych pracowników. Obecnie często dochodzi do bulwersujących sytuacji, gdy firma obniża pensje i zwalnia pracowników, a w tym samym czasie zarząd przyznaje sobie milionowe premie. Czas ukrócić ten proceder.

Dlatego proponuję wprowadzenie zasady, zgodnie z którą dochody najlepiej opłacanego członka danej firmy (prezesa, menedżera czy przedstawiciela zarządu) nie mogłyby przekraczać ośmiokrotności zarobków najgorzej zarabiającego pracownika. Oczywiście zarobki prezesów obejmowałyby wszelkie premie, nagrody i inne dodatki. W ten sposób zysk firmy byłby skorelowany z dochodami tak kadry zarządzającej, jak i pracowników. Gdyby prezes obniżał pensje pracownikom, musiałby też obniżyć je sobie. Jeżeli firma dobrze by prosperowała, członkowie zarządu musieliby zadbać, aby dochody pracowników nie były radykalnie niższe od ich własnych zarobków. Gdyby więc najniżej opłacany pracownik zarabiał miesięcznie 1,68 tys. zł brutto, to prezes mógłby wypłacać sobie 13,44 tys. zł. Chcąc podwyższyć swoją pensję do 20 tys. zł, musiałby zwiększyć minimalne wynagrodzenie w firmie do 2,5 tys. zł. Dzięki temu pracownicy mieliby poczucie, że partycypują w zyskach firmy i ich zarobki są przynajmniej częściowo uzależnione od jej wyników.