Z niepokojem czekałam na rządowy podręcznik dla uczennic i uczniów pierwszej klasy. Pogłębiały go wypowiedzi medialne Marii Lorek, autorki elementarza, która z uporem godnym lepszej sprawy broniła stereotypowych treści w swoich poprzednich pracach. Po zapoznaniu się z nowym projektem z prawdziwą przyjemnością stwierdzam, że pierwsza z czterech części rządowego elementarza jest równościowa i nowoczesna - czyli po prostu normalna.

REKLAMA
Okazuje się, że dzieci mogą uczyć się czytać, pisać i liczyć posługując się książką, w której dorośli dzielą się obowiązkami domowymi bez względu na płeć. Ojciec może czytać dziecku bajkę i opiekować się nim na placu zabaw, dziadek pomimo posiadania chromosomu Y może podlewać kwiaty.
Mama może mieć własną pasję (inną niż sprzątanie!) i dzielić się nią z córką. Dzieci bez względu na płeć mogą odkrywać świat, a książkowe postaci nie muszą być wykrojone według niebieskiego lub różowego szablonu. Ludzie mają różne kolory skóry i stopień sprawności fizycznej.
"Nasz elementarz" uwzględnia zmiany technologiczne, które zaszły w ciągu ostatnich 20 lat. Na szczęście obok tableta znalazło się także miejsce dla kota :-)
Zapewne odczuwanie zadowolenia z tego, że podręcznik jest równościowy - co w demokratycznym państwie powinno być oczywistością - jest smutnym dowodem na to, jak bardzo skrzeczy polska rzeczywistość. Póki co jednak cieszmy się z fajnego, kolorowego elementarza zanim konserwatywni posłowie poczują się zaatakowani religijnie tęczowym wiatrakiem, a “krul” uzna, że państwo podstępnie promuje niepełnosprawność.
logo
"Nasz elementarz", MEN
***
Przekaż 1% podatku na Fundację Feminoteka prowadzącą telefon interwencyjny dla kobiet doświadczających przemocy - KRS 00 00 24 28 85.