Nie milkną echa nagłośnienia przez Duży Format bulwersujących nadużyć w ośrodku sióstr boromeuszek. Portal wyborcza.pl opublikował mój list otwarty, w którym zaapelowałam o reakcję państwa, bo to państwo jako organ współodpowiedzialny za przestępstwa przełożonych placówki powinno zadośćuczynić finansowo skrzywdzonym podopiecznym. Władze kościelne milczą, a siostra Bernadetta, mimo licznych interwencji sądu, od wyroku z 2011 roku przebywała na wolności. Dopiero dzisiaj decyzją zabrzańskiego sądu rejonowego zakonnica ma iść do więzienia. Może jednak wciąż się odwołać.

REKLAMA

Brak przepisów regulujących funkcjonowanie tego typu ośrodków doprowadził do tragedii, której przecież można było zapobiec. W tym przypadku przez opieszałość Ministerstwa Edukacji Narodowej cierpią osoby, które państwo powinno otaczać szczególną opieką.

Dopiero po licznych publikacjach w tej sprawie stanowisko zajęła ministra Joanna Kluzik-Rostkowska, która zapowiedziała kontrolę w tej i w innych tego typu placówkach. Jej głosu jednak nie słychać; mglista i mało konkretna wypowiedź ginie w burzy medialnej, jaka rozpętała się wokół zabrzańskiego ośrodka. W obliczu ogromnej krzywdy, jakiej przez lata doznawali podopieczni, słowa "pójdziemy, zobaczymy" wydają się nie tylko niewłaściwe, ale i kompletnie nieadekwatne do zaistniałej sytuacji. Wyniki planowanej kontroli mają być znane za... około miesiąca i dopiero po upływie tego czasu ministra ma spotkać się z kuratorami, by omówić sprawę. Trudno oprzeć się wrażeniu, że kroki podejmowane przez ministerstwo są mało zdecydowane i niekonkretne. Czyżby ostrożność pani ministry wynikała z obawy narażenia się władzy kościelnej? Gdyby taką aferę odkryto w placówce państwowej, domu dziecka, żłobku lub innym tego typu ośrodku, reakcja byłaby natychmiastowa, a wobec sprawców zostałyby wyciągnięte surowe konsekwencje. Dlaczego więc przez tyle czasu sprawa sióstr boromeuszek była ignorowana?

Po raz kolejny spotykamy się z opieszałością organów państwowych kiedy na tapetę wracają przewinienia przedstawicieli Kościoła. Podobnie jak nagminnie zdarza się to w przypadku pedofilii wśród księży, tutaj również widoczny jest brak reakcji państwa na przestępstwa popełniane przez siostry zakonne. Siostrze Bernadetcie przez cztery lata udawało się uniknąć celi - mimo jednoznacznego wyroku, który zapadł dzisiaj wciąż nie jest pewne, że Agnieszka F. znajdzie się za kratami.

Sprawa boromeuszek i fakt, że przełożonej do tej pory udaje się uniknąć kary przypomina o sprawach przestępstw popełnianych przez przedstawicieli kościoła, które najczęściej bywają zamiatane pod dywan. To, niestety, regularny proceder niemal zawsze gdy idzie o Kościół. Nikt, włączając w to siostry zakonne i księży, nie stoi ponad prawem; jak wszyscy obywatele, powinni oni stosować się do prawa państwowego, a jeżeli tego nie robią – to państwo jest w obowiązku potraktować ich jak wszystkich obywateli. Tymczasem rządzący w dalszym ciagu zdają się nie zauważać tego, co dzieje się w polskim Kościele.

Mam nadzieję, że nagłośnienie tej sprawy przyczyni się do bardziej zdecydowanych reakcji na przewinienia przedstawicieli Kościoła, a przestępcy, bez względu na ich wyznanie lub przynależność do jakiejkolwiek grupy, będą surowo karani. Czas najwyższy skończyć z podwójnymi standardami; gdy w grę wchodzi dobro dzieci, instytucje publiczne nie powinny okazywać żadnej tolerancji.