Wciąż trwa debata na temat depenalizacji (a nawet czasem legalizacji) kazirodztwa zapoczątkowana przez prof. Hartmana. Choć w swoim wpisie profesor napisał wiele zbyt mocnych słów w obronie związków erotycznych brat – siostra i rodzic – dziecko i choć ogromny jest udział przemocy w rodzinie w ogólnym morzu przemocy, część osób zupełnie bezrefleksyjnie broni postulatów prokazirodczych.

REKLAMA

Według niektórych statystyk, co trzecia kobieta zaznała w dzieciństwie lub młodości przemocy seksualnej w rodzinie, przemocy kazirodczej. Najczęstszymi agresorami są ojcowie, później ojczymowie, później bracia, wedle niektórych zestawień biorący udział w 14% tego typu wypadków. Udział liczby gwałtów kazirodczych na tle wszystkich gwałtów w niektórych krajach sięga grubo ponad 20% wszystkich gwałtów.

O tym, na ile ofiary przemocy na tle kazirodczym stają się bezwolne, świadczy choćby przypadek Josepha Fritzla . Podaję za Wikipedią:

„Sprawa Josefa Fritzla została ujawniona w kwietniu 2008 roku, kiedy 42-letnia Austriaczka Elisabeth Fritzl, zeznała policji, że przez 24 lata była więziona i gwałcona przez swojego ojca, Josefa Fritzla. W marcu 2009 austriacki sąd uznał 73-letniego Josefa Fritzla za winnego m.in. morderstwa syna, wielokrotnych gwałtów, czynów kazirodczych, czynów pedofilskich dokonywanych na swej córce oraz pozbawienia wolności pozostałych swoich dzieci, skazując go na karę dożywotniego pozbawienia wolności. Sprawa ta stała się szeroko komentowanym wydarzeniem na całym świecie.”

Nie potrzeba Josefa Fritzla. Często stykamy się z ">relacjami tego typu:

"Córki, które własny ojciec, niemal codziennie przez kilka lat, gwałcił, mówiły w sądzie, że go cały czas kochały! Inne z ofiar kazirodców wypierają wszystko z pamięci. Najczęściej tylko przypadek sprawia, że zwyrodnialcy, współżyjący z własnymi córkami, trafiają przed sąd. Takich przypadków w powiecie ostrołęckim, w ciągu ostatnich lat było kilka!

W NaTemat pojawiły się a propos surowej krytyki artykułu profesora Hartmana o kazirodztwie liczne teksty w obronie, zatytułowane na przykład „Prawica pragnie krwi!” i tak dalej.

Tymczasem w usuniętym z blogu Polityki artykule profesora Hartmana pojawiła się na przykład taka myśl:

„Wszystko, co mamy na podorędziu [przeciwko kazirodztwu], jest natury religijnej i obyczajowej. Ale to, że obyczaje wszędzie tego zakazywały, to wiemy aż nadto dobrze i wiemy też, jakie było praktyczne źródło tych zakazów.”

Doprawdy, ciężko zgodzić się z tą tezą. Moim zdaniem najważniejszych argumentem przeciwko depenalizacji kazirodztwa jest przemoc kazirodcza, która ma miejsce w rodzinach. Zwłaszcza legalizacja kazirodztwa może wywołać opłakane skutki. Zjawisko przemocy kazirodczej w rodzinach jest częste i masowe. Jakie będzie, kiedy na przykład po relacjach telewizyjnych pokazujących małżeństwa brata z siostrą, czy ojca z córką, źli ojcowie i bracia, którzy dotychczas mieli opory, stwierdzą, że tabu już nie istnieje i nie ma się czego wstydzić? Jak zresztą sprawdzimy, czy córka prowadzona przez ojca do ślubnego kobierca rzeczywiście chce być z nim związana? Nawet najbrutalniejsze, wieloletnie gwałty w rodzinach, związane też z torturami i długoletnim uwięzieniem, spotykają się z brakiem protestu ze strony dziecka, czy też młodszej siostry... Osoba prześladowana w rodzinie często jest wyzuta z własnej woli, często nie wie, jak wyglądają normalne relacje międzyludzkie, również te miłosne, nie wie, do czego ma prawo i czym jest wolność.

Przytoczę jeszcze jeden fragment o sprawie Fritzla z Wikipedii:

„Elizabeth została uprowadzona, kiedy miała 18 lat. Była przetrzymywana w piwnicy domu Fritzlów w Amstetten, w specjalnie zbudowanym w tym celu bunkrze dźwiękoszczelnym, przez ten okres będąc gwałconą. Swojemu ojcu urodziła łącznie siedmioro dzieci, z których jedno umarło przy porodzie[2]. Zostało ono spalone przez Josefa Fritzla w piecu służącym do utylizacji odpadów. ”

Czy na tle takich przypadków słowa profesora Hartmana wymagają „prawicy, która poczuła krew”, aby wywołać pewien sprzeciw? Cytuję:

„Co więcej, jest pewien argument na rzecz tolerowania kazirodztwa. Jeśli udaje się powiązać harmonijnie miłość macierzyńską albo bratersko-siostrzaną z miłością erotyczną, to osiąga się nową, wyższą jakość miłości i związku. Być może piękna miłość brata i siostry jest czymś wyższym niż najwznioślejszy romans niespokrewnionych ze sobą ludzi?”

Osoby broniące obecnie kazirodztwa uważają, iż przecież chodzi o dorosłych ludzi, którzy tego naprawdę chcą. Powtarzają argument, że „przecież jest antykoncepcja”. Często pojawiają się pytania retoryczne, typu: „dlaczego ulegać prymitywnym, najpewniej religijnym tabu?”.

Tymczasem mało kto ma ochotę na to, aby sprawdzić, jak może zadziałać całkowity brak tabu antykazirodczego na losy kolejnych córek kolejnego Fritzla... Co z tego, że być może zapytane o to, czy chcą wejść w związek ślubny z ojcem odpowiedzą „tak”, nie znając żadnego innego życia i umierając ze strachu? Nikt z obecnie debatujących nie zadał sobie raczej trudu, aby zmierzyć stopień kazirodczej przemocy w Polsce, a z drugiej strony policzyć, ile nieszczęśliwych, zakochanych rodzeństw wylądowało w więzieniu... Nie wiemy, czy mamy w Polsce choć jeden przypadek uzasadniający obecną, gorącą debatę. Nawet przypadek niemiecki, importowany na nasz grunt, dotyczy rodzeństwa, które wychowywało się osobno i nie wiedziało o swoich wspólnych korzeniach. Taki przypadek powinien być uniewinniony z uwagi na czyn nieumyślny, a nie z uwagi na brak penalizacji kazirodztwa.

Sprzeciwianie się kazirodztwu bywa obecnie porównywanie przez pseudopostępowców z homofobią, albo nawet rasizmem. Tymczasem jest to zupełnie inny przypadek. Kazirodztwo nie jest orientacją seksualną, brat nie musi tego robić z siostrą, ani ojciec z córką. Wielu z nas przeżyło nieszczęśliwą miłość i wie, że nie zawsze osoba, którą pokochamy na zabój musi być z nami. Homoseksualista nie może zmienić orientacji seksualnej, to nie to samo.

Faktem jest, a propos wpisu profesora Hartmana, że filozof etyk powinien pobudzać do myślenia, czasem wręcz szokując opinię publiczną. Faktem jest, że nie powinno się nikomu ucinać głowy za jeden, niefortunny wpis. Ale faktem też jest, że zacytowane przeze mnie zdania z pierwotnego tekstu profesora Hartmana mogą słusznie oburzać, gdyż bagatelizują bardzo poważny problem. O tym, że nie były to zdania fortunne świadczy moim zdaniem jednowymiarowość argumentów dogmatycznych liberałów, pseudopostępowców, występujących w obronie depenalizacji, a nawet legalizacji kazirodztwa.

Można oczywiście uznać, że brat i siostra, albo ojciec i córka, „rzeczywiście szczerze kochający się na tle również erotycznym” nie powinni się stawać niewolnikami niezrywania niebezpiecznego tabu. Dlaczego mielibyśmy ich poświęcać na rzecz niekarmienia przemocy w innych rodzinach? Takie myślenie może jednak doprowadzić do absurdu. Podam przykład: „Ktoś lubi strzelać z karabinu snajperskiego z dachu wieżowca. Jest doskonałym strzelcem i nikogo nie zrani. Dodatkowo leczy go to ze śmiertelnej niemal depresji. Dlaczego więc mielibyśmy ograniczać strzelanie z dachu wieżowców? Wpiszmy to w prawo...” Przypominam, że z miłości nie mającej perspektyw można zrezygnować. Kazirodztwo to nie jest orientacja seksualna.

W niektórych krajach europejskich kazirodztwo (głównie na linii brat – siostra), nie jest penalizowane. Często wynika to z tego, że prawodawcy zapomnieli wpisać tego rodzaju wypadki. Jest to ostatni argument postępowców. Jak moi czytelnicy wiedzą, jestem gorącym zwolennikiem rozwijania Unii Europejskiej aż do pełnego zjednoczenia. Nie oznacza to jednak, że wszystko, co wymyślili (albo przeoczyli) prawodawcy zachodnich państw europejskich jest lepsze od naszego prawa. Być może w dziedzinie kazirodztwa powinniśmy zabiegać o ogólnoeuropejską penalizację, po przebadaniu, na ile brak prawnego straszaka działa na wzrost ilości gwałtów kazirodczych. Na pewno warto wszystkich zachęcić do sprawdzenia, jak częste są przypadki przemocy na tle kazirodczym na przykład w Holandii, gdzie kazirodztwo dorosłych nie jest penalizowane. Z pewnością nie chcę, aby do ewentualnej legalizacji kazirodztwa (brat i siostra na ślubnych kobiercu, albo i ojciec wraz z córką) dążyli ludzie zaślepieni pseudopostępową ideologią, nie dysponujący żadnymi argumentami wypływającymi z gruntownych badań...

Na koniec zapraszam do obejrzenia mojej debaty z prezesem Towarzystwa Humanistycznego, Andrzejem Dominiczakiem, gdzie Andrzej wypowiada się za legalizacją kazirodztwa na linii brat - siostra, ja zaś jestem przeciw. Pojawia się w niej również odniesienie do danych, które warto sprawdzić na własną rękę.

Jako post scriptum powtórzę jeszcze. Uważam, że rodzeństwo, które nie wiedząc o swoim pokrewieństwie związało się, nie powinno być penalizowane. Łatwo to sprawdzić - starczy, że nie wychowywali się razem, albo zostali rozdzieleni w bardzo młodym wieku. W innym wypadku jest to łamanie tabu chroniącego wiele rodzin. Zresztą - czy naprawdę chcielibyśmy żyć w rodzinach, w których na przykład matka mogłaby podejrzewać, że po osiągnięciu przez córkę 18 lat jej mąż rozwiedzie się z nią i zwiąże się z latoroślą? Czy naprawdę chcielibyśmy żyć w rodzinach, gdzie każde przytulenie córki przez ojca może mieć niepenalizowany w przyszłości kontekst erotyczny...? Ile jest tych zakochanych w sobie bez pamięci rodzeństw, siedzących teraz w lochach, aby tak całkowicie przewartościowywać relacje rodzinne? Ilu wreszcie ojcom zdarzyło się spojrzeć na swoją dorastającą córkę jak na młodą, piękną kobietę?

Na to, jak rozumiem problem legalizacji kazirodztwa, mogę dodać jeszcze inny przykład, może jeszcze prostszy od tego ze snajperem – „przecież nie każdy, kto wchodzi na pokład samolotu z laskami dynamitu, chce go wysadzić. Więc basta! Pozwólmy ludziom przewozić dynamit w bagażu podręcznym, nie dyskryminujmy ich…”. Moim zdaniem legalizacja związków kazirodczych zadziała jak dynamit na przemoc kazirodczą w wielu innych rodzinach. Dla szczęścia nielicznych nie należy bawić się losem wielu.