Ale każdy wiezie jakąś historię.
W trakcie jakiejś zadymki damsko męskiej akurat okazać się musiało, że najlepszym z argumentów będzie spektakularne opuszczenie pola bitwy i pizgnięcie drzwiami. Takoż czyniąc, becząca wyszłam w noc. Ówczesny Absztyfikant należał do tej grupki Troskliwych Niedzwiadków, którzy w ciemną noc za panną nie wyjdą bo gotowi jeszcze przeziębić sobie koralik u pupy. Z krawężnika zgarnął mnie zatem ON. Szloch i utyskiwanie uniemożliwiły mi wypowiedzenie adresu, zatem trasę wskazywałam palcem lub kiwaniem głowy. Całą drogę pytał: nie za zimno?, nie za gorąco?, może wody?, chusteczkę?, jechać wolniej?, może wyłączę radio?. Dojechaliśmy, a on odwrócił się do mnie i powiedział: Pani nie płacze, szkoda łez, wszyscy faceci to chu.e. Ten kwadrans z nim w samochodzie tak mnie rozczulił, że zdołałam wydukać tylko: Pan jest mniejszym chu.em. Na pewno się ucieszył.
Drugi rozczulił mnie już na starcie. Z twarzy podobny do nikogo. Jakiś serek, sztruksy wyhaczone w gazetce z supermarketu, buty na słoninie. Swoim autem wiózł mnie, mały telewizorek, dużą kolekcje koncertów na dvd i wielką miłość do Bocellego. Kazał mi zamknąć oczy i się wsłuchać. Zdążyłam tylko przysuszyć: Tylko niech pan czasem nie zamyka! Bo, że nas Bocelli więcej nie zobaczy to akurat pewne, ale żeby przynajmniej najbliżsi jeszcze choć z raz nas zobaczyli ...i poddałam się sugestii.
Wjechał na Łazienkowski na 1:58 i dał na full. Czerwcowe słońce zachodziło, rzeka płynęła, a myśmy sobie pocinali. Jak już podbił pod moją chatynkę, to nim zapłaciłam co było na liczniku, obiecałam, że nauczę sie tekstu i następnym razem będę głosem żeńskim nucącym, tak jak on był nucącym męskim. Umiem już swoją partię i niecierpliwie czekam na kolejny kurs z nim. Wyjątkową mam bowiem pamięć do rzewnych gniotków. “I will be there” w wersji Mariah Carey z pogrzebu Jacksona łyknęłam rach ciach. Żebyś ty w szkole była taka pierwsza - założę się, że teraz lekturę moim Rodzicom przerywa właśnie ta refleksja.
Trzeciego to ja nauczyłam śpiewać. Dresika, w najszlachetniejszej ze złotych bransolet. Jak to w takich przypadkach bywa, w jego furze bębenki gwałciła akurat Eska. Moja Serdeczna Koleżanka, niejaka Alanka, powiedziała kiedyś: Gdybym miała jedną bombę i mogła ją wykorzystać jak chcę – wysadziłabym Radio Eska. Ja swoją poprawiłabym zgliszcza. Tak dla pewności. Więc Trzeci sprowokowł mnie sam na własne życzenie. Tym swoim podśpiewywaniem na pierwszym refrenie. Ej, przecież on w refrenie śpiewa TO i TO – zanuciłam mu ja. O kur..., faktycznie – ucieszył się on. No więc na drugim refrenie popłynęliśmy razem:
(BO NIGDY...) TAK PIZ.O, TAK PIZ.O, JAK JA! NIE BRAŁ CIEBIE NIKT TAK, PIZ.O! I NIE PODDAŁ TWOIM ZMYSŁOM. JAK JAAAAA...
Podkład słusznego tekstu najlepiej sprawdza się do tego radosnego wykonania:
A jak taki jeden albo drugi mówi: Niech pani spokojnie idzie do klatki, ja zostanę. I proszę zaświecić światło na klatce, to będzie widać jak pani wchodzi do mieszkania, to zawsze przed wyjściem z taksy mam ochotę przytulić się do jego zagłówka.
Więc nawet jeśli płacisz to CAŁE 50 zyły za kurs, to jednak wciąż różnisz się nieco od tego, co go w lekktyce nosili. Nie ma żadnej pewności, że twój dziadek po jego dziadku na konia wchodził więc wyluzuj i nabierz manier.
Wszystkim zniesmaczonym dziesiejszym repertuarem pod nos podtykam:
Wzruszający szwarcbaryton, który swym odejściem myśli me skierował właśnie w ich stronę. Taksiarzy.
