Pistacjowa pavlova

Mikołaj był bardzo hojny - dostałam kurs fotografowania jedzenia, więc już w połowie marca mam nadzieję poprawić jakość zdjęć! Oprócz tego zachywycam się nową książką Nigelli - Nigellissima - bardzo lubię ją za to, że wszystkie przepisy są łatwe do zrobienia i zawsze wychodzą. Wypróbowałam już trzy z nowej książki i wkrótce je tu pokażę. A na przywitanie Nowego Roku proponuję moją ulubioną pistacjową pavlovą - z marakują.

REKLAMA

Przyznaję, że marakuję trudno znaleźć, ale można ją od czasu do czasu dopaść w pewniej brytyjskiej sieci handlowej. Wtedy kupuję na zapas, bo marakuja może długo przebywać w szufladzie lodówki. Nic nie zastąpi tych aromatycznych kwaskowatych i twardych ziarenek.

Warto szukać - mąż mojej przyjaciółki, znany smakosz i podróżnik, zjadawszy kolejny kawałek powiedział, że to jeden z 3 najlepszych deserów, jakie jadł w życiu....ja też tak uważam.

Wszystkiego naj w Nowym!

Składniki:

6 białek 300g cukru 200g pistacji 1 łyżeczka białego octu winnego 2 łyżeczki skrobii kukurydzianej 4 marakuje 500 ml śmietanki

1. Ubić białka na sztywno. Pomału dodawać cukru. 2. Pistacje obrać i drobno pokroić - odłożyć około 3 łyżek, resztę dodać do białek. 3. Dodać ocet i skrobię. Wymieszać. 4. Rozgrzać piec do 180C. Tuż przed włożeniem ciasta zmniejszyć temperaturę do 150C. 5. Wyłożyć masę na papier do pieczenia i piec 1h - 1,5h aż patyczek wyjdzie suchy. Zgasić piekarnik i trzymać bezę aż wystygnie. 6. Wyjąć, pokroić. Ubić śmietankę, wyłożyć na bezę. 7. Przekroić marakuję, wydobyć ziarenka łyżeczką i wyłożyć je na śmietanę. Posypać resztką pistacji.

Rozkoszować się!